MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA

pisarka, dziennikarka

27 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Wywiad w najnowszym “Mieszkańcu”

Adam Rosiński z “Mieszkańca” przeprowadził ze mną wywiad z okazji obchodzenia przeze mnie 30-lecia pracy twórczej. O co pytał? Co odpowiedziałam?

„Mieszkaniec” rozmawia z Małgorzatą Karoliną Piekarską, pisarką, blogerką, dziennikarką prasową i telewizyjną, dokumentalistką, varsavianistką. Jest szefową Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Nasza redakcyjna koleżanka, która w tym miesiącu świętowała 30-lecie pracy twórczej.

– Akcja części Twoich książek dzieje się na Saskiej Kępie. Skąd się wzięłaś w tej części Warszawy?

– Przed wojną moja rodzina miała w Warszawie kilka domów. Tu na Saskiej Kępie wszystkie były skupione wokół drewniaka na Walecznych, bo to dom moich prapradziadków Przybytkowskich, a babcia się tam urodziła. I w jednym z tych domów teraz mieszkam. Wybudowała go przed wojną moja prababcia Leokadia Karolina z Przybytkowskich Adamska, ale po wojnie zasiedlili go obcy ludzie. Objęto go zresztą kwaterunkiem. I tacie udało się odzyskać dostęp do jednego mieszkania dopiero w 1989 roku. Nie było wcale łatwo. Dzielnica piętrzyła wtedy niesamowite trudności, żądała stosu dokumentów potwierdzających nasze prawa do tego domu, bo oficjalnie wszystko było na prababcię, która nie żyła od 20 lat. Na dodatek lokatorka, która zajmowała wcześniej mieszkanie rodziców, zdewastowała pomieszczenia – podłoga była pozrywana, zdemontowane krany, umywalki, a nawet kaloryfery. Ja wprowadziłam się tutaj dopiero dziesięć lat później, po śmierci rodziców.

– Użyłaś słowa „dokumenty”. Zazdroszczę Ci, bo odnoszę wrażenie, że masz niesamowite szczęście pozyskiwania i obcowania z archiwaliami. Ma to zresztą odzwierciedlenie w „Zaułkach historii” publikowanych na łamach „Mieszkańca”. Skąd to szczęście?

– Budowa domu na Kępie zakończyła się w 1939 roku i moja rodzina nie zdążyła się do niego przeprowadzić. Została na Sadybie Oficerskiej w bloku, który nie doświadczył większych zniszczeń w czasie wojny. Przetrwało więc sporo dokumentów i innych materiałów. Po wojnie, jak dalsza rodzina zobaczyła, że tego typu rzeczy bardzo interesują mojego ojca, to po prostu wszyscy przekazywali mu kolejne dokumenty i pamiątki. Po jego śmierci ja przejęłam tę rolę i tak się dzieje, że co jakiś czas dostaję i przywożę do domu pudła z archiwaliami, które inni mogą uznać za bezużyteczne, a dla mnie mają nieocenioną wartość.

– Chętnie się dzielisz treścią zgromadzonych materiałów. Nawet tych bardzo prywatnych…

– Tak, bo zawsze ktoś może z tego wyciągnąć coś dla siebie. Poza tym uważam, że nie należy przesadzać z tajnością dokumentów życia społecznego. Nie wydaje mi się, że upublicznienie listów sprzed stu lat, listów ludzi, którzy już dawno nie żyją, ba, ich dzieci dawno nie żyją, a ja jestem ich prawnuczką, bolało kogokolwiek, skoro nie boli mnie. A to są dokumenty, które pokazują, jak wtedy wyglądał świat, jak żyli ludzie, czym się interesowali, co było dla nich ważne, jak wyglądała wtedy miłość…W 2013 roku, jeszcze jak pracowałam w telewizji, założyłam portal genealogiczny. Widziałam, jak koledzy śmiali się po kątach, że robię coś, z czego nie ma pieniędzy. Teraz ten portal ma ponad trzy i pół miliona wejść, a materiały na nim zamieszczone są wykorzystywane przez wielu historyków w publikacjach naukowych.

– Skąd wzięła się u Ciebie pasja do pisania?

– To się zaczęło w wieku ośmiu lat. Zresztą dość niefortunnie. Lubiłam wymyślać różne historie, bo były częścią zabaw lalkami czy samochodami. Raz, w szkole, na lekcji pani spytała, kto opowie bajkę. Zgłosiłam się. Chciałam, żeby wszyscy uwierzyli, że jest to prawdziwa bajka, a nie zmyślona przeze mnie. Ale nie umiałam jej skończyć, bo wymyślałam jak zawsze na poczekaniu. Koledzy śmiali się ze mnie, że nazmyślałam, więc stwierdziłam, że przed opowiedzeniem innym trzeba to zapisać. Potem zaczęłam pisać wierszyki, a gdy miałam dziesięć lat – pamiętnik. Dwa lata później napisałam horror i pokazałam go swojej nauczycielce, pani Czajce. Uznała, że jest dość ciekawy.

– No tak, ale od tego jeszcze daleko do prawdziwego pisania…

– Gdy nie dostałam się na studia, tata pokazał mi ogłoszenie, że Staromiejski Dom Kultury prowadzi nabór na warsztaty literackie. Zgłosiłam się. Ku mojemu zdziwieniu zostałam przyjęta. Potem się okazało, że do sekcji prozaików przyjęto tylko trzy osoby z dwustu chętnych.

– Wspomniałaś o pani Czajce – „Klasa pani Czajki”, jest najbardziej znaną Twoją pozycją. Z czego wynika jej popularność?

– To zbiór krótkich opowiadań, z których każde jest osobną historią. One, oczywiście, łączą się w całość, ale każde opowiadanie opisuje jeden problem, który można omawiać na lekcji. To spowodowało, że po tę książkę chętnie sięgają zarówno dorośli, jak i młodzież.

– Twoi bohaterowie dorastają razem z autorką i czytelnikami – sześć lat po tej pozycji wydałaś „LO-terię”…

– Tak, a teraz siedzę nad trzecią częścią. Bohaterowie są już na studiach, ale na szczęście mają młodsze rodzeństwo, więc będzie tam dużo wątków także dla młodszego czytelnika. A wiadomo, że młodsze rodzeństwo potrafi czasami dowalić do pieca…

– Jedna z ostatnich Twoich pozycji – „Czucie i wiara, czyli warszawskie duchy”. Świetnie połączone fakty z fikcją. Akcja każdego rozdziału, właściwie każdego śledztwa, rozgrywa się w innej dzielnicy Warszawy. Ci, którzy przeczytali tę książkę są zachwyceni. Świetna promocja dla miasta i poszczególnych dzielnic…

– To prawda. Niestety, władze dzielnic tego nie dostrzegły. To duże rozczarowanie. Do urzędów dzielnic poszła masa informacji prasowych, do kilku burmistrzów i wiceburmistrzów pisałam osobiście, ale zainteresował się tylko Ursus. Szkoda.

– Od lat współpracujesz z „Mieszkańcem”…

– Tak, i bardzo sobie tę współpracę cenię. Gdy jeżdżę po całej Polsce na spotkania autorskie, to czytam gazety lokalne i porównuję z „Mieszkańcem”. I muszę szczerze przyznać, że w naszej po prostu jest co czytać. W innych gazetach, ja to tak nazywam, jest lokalna władza w bucie, w hucie i na drucie. Na zdjęciach rąsia, buźka, goździk, klapa, przecinanie wstęgi. Zaś „Mieszkaniec” daje czytelnikowi kawał dobrej lektury.

Źródło: http://mieszkaniec.pl/malgorzata-karolina-piekarska/

Cały numer: http://mieszkaniec.pl/Archiwum/PDF/2017/20.pdf

26 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Dyplom w ręku

Dziś odebrałam dyplom Wytwórnia Scenariuszy- Script Factory. Chciałam więc w tym miejscu podziękować moim nauczycielom: Panu Prof. Markowi Hendrykowskiemu, opiekunom grupy Panu Maciejowi Karpińskiemu i Panu Sławomirowi Fabickiemu, a także wszystkim pozostałym wykładowcom oraz kierownikowi studia Panu Michałowi J. Zabłockiemu za cierpliwość, poświęcony czas i wszystkie uwagi.
Nauka trwała dwa lata i wiele się przez ten czas nauczyłam. Jedno jest pewne: poprzeczkę zawieszono wysoko, bo uczono jak pisać scenariusze filmów ambitnych.
Czy byłam pojętną uczennicą? Trudno mi to ocenić. Starałam się jak mogłam.
Scenariusz, który napisałam na zaliczenie będzie przeze mnie jeszcze na pewno dopracowywany. Muszę na swoją pracę spojrzeć z dystansem, a to wymaga czasu.

23 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

10 numer Magazynu Literackiego „Książki” już do kupienia

Nowy numer Magazynu Literackiego “Książki” już w kioskach, a w numerze:

Recepta na szczęście

Tradycyjnie na jesieni redakcja „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” ogłasza wyniki rankingu najlepszych w Polsce drukarń dziełowych. Już po raz czternasty poprosiliśmy wydawców o ocenę współpracy z rodzimymi zakładami drukarskimi. W odpowiedzi otrzymaliśmy 117 głosów oddanych na 28 drukarń. „Dla wydawcy, który przykłada dużą wagę do jakości swoich publikacji, we współpracy z firmami poligraficznymi niezwykle ważne są takie czynniki jak jakość, terminowość, wzajemne egzekwowanie ustalonych warunków oraz możliwość bezproblemowego dialogu” – wypowiedział się jeden z ankietowanych. Wszystkie te warunki, jak zapewnił, spełnia drukarnia, która zwyciężyła w naszym rankingu

Przesiane przez pamięć

Przez trzy miesiące pracowałam w „Nowej Kulturze”, ale dziennikarskiego bakcyla połknęłam w popołudniówce powołanej do życia wkrótce po Październiku. Trafiłam do tej gazety za sprawą pisującego tam przyjaciela Ojca, poety Żagarysty Jerzego Zagórskiego. Terminowałam w kolejnych działach, ale szybko zacumowałam – wraz z pozostałym narybkiem: Ewą Boniecką oraz Stefanem Drabarkiem – w dziale „Kultura”, prowadzonym przez Leona Janowicza, mającego za sobą konspiracyjną przeszłość w wileńskiej AK, „uhonorowaną” pobytem w łagrze. Zresztą redakcję pisma współtworzyły osoby z podobną przeszłością. Byliśmy bardzo zintegrowani. Po pracy nierzadko ruszaliśmy w miasto. Trasę zazwyczaj wyznaczał Andrzej Roman z redakcji sportowej, bywalec i znawca stołecznych knajp – z Kirą Gałczyńską rozmawia Tomasz Zbigniew Zapert

David Almond – realizm magiczny dla młodych

Czy można pisać książki, które będą przyciągające, niepokojące i fascynujące dla dzieci i młodzieży, jak niegdyś latynoski magiczny realizm przyciągał rzesze dorosłych czytelników? Każdy, kto chciałby sprawdzić, czy taka możliwość istnieje, powinien zapoznać się z twórczością Davida Almonda. Jeszcze lepiej jednak byłoby oddać jego powieści właściwym adresatom – dzieciom… starszym i młodszym – sylwetkę brytyjskiego pisarza przybliża Michał Zając

Książki miesiąca

  • „Blizna” Danuty Chlupovej
  • „Zadry” Dominika Rutkowskiego
  • „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” Eleny Favilli i Franceski Cavallo
  • „Imigranci u bram” ks. prof. Waldemara Cisło

Proponujemy także

  • Wydarzenia
  • Relacja z benefisu Małgorzaty Strzałkowskiej
  • Bestsellery z komentarzem Krzysztofa Masłonia
  • Książka zaczyna się od okładki – książki dla dzieci poleca Anna Czarnowska-Łabędzka
  • Fragment książki „Nie gaście tej lampy przy drzwiach…” Kiry Gałczyńskiej
  • Między wierszami – felieton Tomasza Zaperta
  • Na-molny książkowiec – felieton Tadeusza Lewandowskiego
  • Co czytają inni – felieton Grzegorza Sowuli
  • Dusza zaklęta w książce – felieton Małgorzaty Karoliny Piekarskiej
  • Recenzja na dwa głosy – 0 nowej książce Davida Lagercrantza piszą Grzegorz Sowula i Łukasz Gołębiewski
  • Recenzje

18 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Jak było na moim jubileuszu?

Pozwolę sobie zacytować relację ze strony Rynek-książki.pl, bo wiernie opowiada wszystko tak, jak było.

“Zaczęło się od dwunastu stron”

Pisać chciała od… zawsze. Pierwsze bardzo krótkie opowiadanie opublikowała jako 15-latka w „Świecie Młodych”.  Nosiło tytuł: „Klasa o profilu rozwlekłym i poskręcanym” i było podpisane tajemniczo – Małgorzata P.  Była uczestnikiem Warsztatów Literackich przy Staromiejskim Domu Kultury. Tam „odkrył” ją Andrzej Żmuda. W grudniu 1987 roku ukazało się wydanie miesięcznika społeczno-literackiego „Okolic” z opowiadaniem Małgorzaty Karoliny Piekarskiej „Dwanaście stron prezentuje”. Autorka miała wówczas 20 lat. Dziś dorobek pisarki i dziennikarki obejmuje dziewięć tytułów: „Wzrockowisko” (Inrock 2002), „Klasa pani Czajki” (wydania w trzech różnych polskich oficynach Aga-Press 2004, Nowy Świat 2008 i Nasza Księgarnia 20016, wydanie ukraińskie 2012 oraz audiobook Biblioteka Akustyczna 2015), „Dziewiętnastoletni marynarz” (Finna 2005), „Tropiciele” (Nowy Świat, Bellona, Nasza Księgarnia i wersja audio), „Dzika (Nowy Świat 2006, Nasza Księgarnia 2009), „LO-teria” (Nowy Świat 2010, Nasza Księgarnia 2017, audiobook Biblioteka Akustyczna 2017), „Kurs dziennikarstwa dla samouków” (Biblioteka Analiz, 2014),  „Czucie i Wiara, czyli warszawskie duchy” (LTW, 2015), „Syn dwóch matek” ( 2016). Przez wiele lat współpracowała z TVP, gdzie emitowane były jej reportaże, z dwutygodnikiem „Cogito”. Regularne pisuje do „Kwartalnika Literackiego Wyspa” i „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”. Ma na swoim koncie także sztuki teatralne.

17 października – w swoje imieniny – w Domu Literatury w Warszawie pisarka świętowała 30-lecie pracy twórczej. Miejsce jest nieprzypadkowe, bowiem to tu ma swoją siedzibę Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział Warszawski, którym Małgorzata Karolina Piekarska od 2014 roku kieruje. Z okazji jubileuszu list gratulacyjny przekazał wiceprezes Stowarzyszenia Jacek Moskwa, w którym wyraził zdziwienie, że to już tyle lat minęło od jej debiutu oraz radość, że to właśnie ona piastuje stanowisko prezesa zarządu Oddziału Warszawskiego SPP. Wśród zasług wymienił m.in.  to, że udało jej się odbudować relacje między władzami Stowarzyszenia a jej członkami oraz między samymi osobami zrzeszonymi w tej organizacji, a także uruchomić pomoc prawną dla pisarzy i zainicjować wydawanie bezpłatnego czasopisma „Podgląd”. Na koniec życzył dalszych sukcesów.

Bohaterka wieczoru w rozmowie z Iwoną Smolką wspominała swoje początki na literackiej drodze. Opowiadała też o swoich książkach, o Saskiej Kępie, o krewnych i przodkach (jej pasją jest genealogia, prowadzi blog Piekarscy.com.pl) i rozmaite anegdoty, których licznie zgromadzona publiczność słuchała z przyjemnością.

– Małgorzata Piekarska prowadzi twórczość bogatą i różnorodną. Ale zawsze bohaterką jej wszystkich książek jest Warszawa – zauważyła Iwona Smolka. – Uwielbiam to miasto, nie wyobrażam sobie życia poza nim – dodała autorka. Pytana o to, po co pisze książki dla młodych odpowiedziała: – Piszę książki, które przygotowują do czytania poważniejszych lektur, kształtują czytelnika. Przecież nikt nie zaczyna sięgać po książki dopiero w dojrzałym wieku, np. po dzieła Prousta. Wcześniej, w latach dziecięcych i młodzieńczych, ma do czynienia z lekturami innego rodzaju. Staram się kształtować czytelnika. Książka ma dawać przyjemność, ale i skłaniać do refleksji.
O tym jak Piekarska pisze dla młodego odbiorcy uczestnicy spotkania mogli przekonać się, wsłuchując się we fragmenty powieści młodzieżowych czytanych przez wybitnego lektora Janusza Zadurę.

Redakcja „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI” i „Kwartalnika Literackiego Wyspa” gratuluje pięknego jubileuszu i życzy nieustającego zapału w realizacji zamierzeń i ambitnych planów!

Źródło: http://rynek-ksiazki.pl/aktualnosci/zaczelo-sie-od-dwunastu-stron/

zdjęcia niżej: fot. SPP

Zdjęcia niżej: fot. Igor Strojecki

 

17 października 2017
by Małgorzata Karolina Piekarska
0 comments

Recenzja “Dzikiej” na “Cuda na kiju”

Na blogu “Cuda na kiju” ukazała się kolejna recenzja “Dzikiej”. Jej autorka czytała książkę razem z synem.
Powieść “Dzika” Małgorzaty Karoliny Piekarskiej przeznaczona jest dla młodzieży (zwłaszcza w wieku gimnazjalnym) i stanowi kontynuację “Tropicieli”. Obie książki ukazały się jako wznowienia w wydawnictwie Nasza Księgarnia, z ilustracjami Agnieszki Świętek. Mimo że seria ta wydaje się mniej popularna od “Klasy Pani Czajki” (do której nawiązanie znajdziemy zresztą w “Dzikiej”) i “LO-terii” tej samej autorki, uważam ją za niezwykle ważną pozycję w polskiej literaturze dla młodzieży. Powinien poznać ją każdy, komu zależy na emocjonującej lekturze, znajomości współczesnego świata nastolatków lub po prostu adresowanych do nich wytworów kultury.
“Dzika” zachwyciła mnie bezpośredniością i prostotą. Nie znajdziemy tu ani jednego zbędnego akapitu, wybujałych rozważań i górnolotnych stwierdzeń, jakie czasem wciskane są przez autorów w usta i głowy nastoletnich bohaterów. Tutaj gimnazjalista jest po prostu gimnazjalistą, a nie rozpoetyzowanym myślicielem. Oszczędność w opisie doznań i charakterów nie wyklucza bogactwa wrażeń i zainteresowań młodych ludzi. Autorka odpowiednio wyważyła proporcje między wątkami detektywistycznymi, varsavianistycznymi, obyczajowymi, aktywnością harcerską i miłością.
– Ale ja taki nie jestem  odparł Rafał.
– To też wiem. Ciekawe tylko, jak długo wytrzymasz, kiedy się zacznie.
– Ale co?
– Dokuczanie mi.
– Myślisz, że klasa będzie ci dokuczać?
– Sam zobaczysz.
– Słuchaj… – Rafał spojrzał na Alicję. Chciał przerwać rozmowę na drażliwy temat. – Czy chciałabyś należeć do harcerstwa?
– Do harcerstwa? – Alicja aż przystanęła na chodniku.
– No co się tak dziwisz? Ja należę. Zbiórki są w piątki po południu. Jest fajnie. Na przykład mój najlepszy kumpel jest ze mną w drużynie. Chodzi do równoległej klasy…
– Ten rudy? Co z tą blondynką kręci?
– No… To bardzo fajny chłopak.
– A ona?
– Też fajna.
– Myślisz, że mnie przyjmą?
– A czemu mieliby nie przyjąć? Zasada jest prosta… – zaczął, ale nie zdążył nic więcej powiedzieć. Tuż przed nimi wyrósł ojciec. Mina zdradzała, że stary Subocz nie jest zadowolony ze spotkania z synem. Dlaczego?
– A gdzie ty się włóczysz? – spytał groźnie.
– No… przecież wracam do domu.
– A to co? – Subocz spojrzał groźnie na Alicję.
– Tata, to jest Alicja… Przecież znasz z widzenia… Wnuczka pani Rudnickiej…
– Wiem – przerwał ojciec. – I żeby mi to było ostatni raz. Nie życzę sobie więcej z nią kontaktów. Tfu! – demonstracyjnie napluł na chodnik.
Głównymi bohaterami są piętnastoletni Rafał i Alicja – mieszkańcy Saskiej Kępy, gimnazjaliści, harcerze. Chłopca poznaliśmy już w “Tropicielach”, ale jego koleżanka jest nową postacią. Obecność dziewczyny od pierwszych stron wnosi niepokój, problemy, ponieważ jest ona dzieckiem małżeństwa afrykańsko-polskiego, ma ciemną skórę i egzotyczne nazwisko, a wszystko to na przemian bawi i rozwściecza otoczenie. Alicja wprowadza się do babci mieszkającej w tym samym budynku, co Rafał, który od pierwszej chwili nie może od niej oderwać oczu i myśli. Zostają kompanami ze szkolnej ławki, harcerstwa, powoli uświadamiają sobie, że łączy ich coś więcej. Jednak jest to tylko jeden z planów powieści, na innych obserwujemy problemy rodzinne obojga bohaterów, ich częściowe wykluczenie (różnego rodzaju), dopadające młodych duchy przeszłości rodziców, specyfikę społeczności warszawskiej Pragi oraz, a właściwie przede wszystkim, aferę kryminalną, w jaką zostaje wplątany cały zastęp Tropicieli i przynajmniej jedna reprezentantka zastępu Fotografek.
Zadanie roczne harcerzy koncentruje się wokół działek w ich dzielnicy. Co ciekawe, pod tym względem napisana w 2006 roku “Dzika” jest niezwykle aktualna, bo węszona przez chłopców sprawa likwidacji ogródków działkowych i wybudowania tam “jakiegoś supermarketu czy obiektu handlowego” odżyła w 2017 roku. Rafał i jego koledzy po napomknięciu o problemie trochę o nim zapominają, ponieważ ich uwagę przyciąga inne zagadnienie związane z tym terenem. W spokojnym, znanym wszystkim miejscu znajdywane są, żywe lub martwe, egzotyczne zwierzęta. Alicja opiekuje się jednym z takich znalezisk – żółwiem stepowym Śpiochem, którego poszukuje bardzo podejrzany i natrętny typ. Punkt kulminacyjny tego wątku będzie bardzo dramatyczny, szykujcie się więc na emocje, których być może nie doświadczyliście jeszcze w literaturze dla dzieci. Również zakończenie, jak to bywa u Małgorzaty Karoliny Piekarskiej, nie będzie typowe ani do końca szczęśliwe.
Mój syn uwielbia powieści Małgorzaty Karoliny Piekarskiej. Kiedy w domu pojawia się nowa książka jej pióra, wiemy, że czeka nas wspólny czytelniczy maraton – nie sięgniemy po inną lekturę, zanim nie skończymy tej (a zazwyczaj czytamy po minimum trzy książki równocześnie). Twórczość tej autorki po prostu nas przyciąga, co wynika nie tylko z dobrych historii, ale i stylu pisarstwa, konstrukcji tekstu opartej na zwiastunie i retrospekcji. Najpierw bowiem jesteśmy wrzucani na głęboką wodę akcji, w sam środek jakichś wydarzeń, by po chwili cofnąć się do źródła danej sytuacji, przebyć z bohaterami, krok po kroku, drogę do finału. Nasza ciekawość zostaje w ten sposób rozgrzana do czerwoności.
– A co było w pokoju nauczycielskim?
– Pytano mnie o żółwia, ale powiedziałam, że zdechł.
Rafała zamurowało, aż stanął w połowie chodnika.
– Powiedziałaś tak?
– Tak… no bo wiesz… kazaliby mi oddać… Tylko…
– Co?
Alicja przez chwilę milczała. Nie chciała opowiadać o tym, jak zachowała się kobieta ze sklepu.
– Wy macie złodziejstwo w genach! – wykrzyczała.
– My, czyli kto? – spytała Alicja.
– Czarni – odparła sprzedawczyni.
– Proszę się natychmiast uspokoić. – Tym razem to pani Czajka podniosła głos. – Nie życzę sobie takiego odzywania się do mojej uczennicy. Ma pani jakiś dowód?
Pani Czajka zachowała się wspaniale, ale wzrok tej kobiety, ta pogarda i wstręt, bolały.
– Co? – powtórzył pytanie Rafał. – Nad czym się tak zastanawiasz?
– Czy po żarcie dla żółwia nie jeździć do sklepów poza Kępą – odparła Alicja. – Może ten facet mnie tu obserwuje? Może będzie chciał mi odebrać Śpiocha?
– A nie zastanawia cię, czemu mu tak na tym żółwiu zależy?
– Może się przywiązał?
– Do legwana też? Tak się przywiązał, że te zwierzęta od niego uciekają?
– To ja już nie wiem.
– Ja tam uważam, że powinniśmy przyjrzeć się działkom – stwierdził Rafał. – Zresztą to nasze zadanie roczne. Powinniśmy się już nim zająć.
Czarno-białe rysunki Agnieszki Świętek czasem wpisują się w tradycyjne rozumienie ilustracji książkowej, ale bywają też niedosłownymi, komiksowymi wstawkami, żartami komentującymi fabułę, a nie ją portretującymi. Gdy zrozumie się ich charakter, znakomicie uzupełniają i “uśmieszniają” lekturę, ale kolorowa okładka może być myląca, bowiem “Dzika” nie jest książką dla małych dzieci, ani nawet dla dziesięciolatków. Mój jedenastolatek został przeze mnie “dopuszczony” do tej powieści, ponieważ znam jego odporność na wulgaryzmy i agresję, jednak książka może źle podziałać na osoby zbyt wrażliwe lub przeciwnie, podatne na przejmowanie złych postaw i “pocisków”, jak w szkole mojego syna określa się rozbudowane wyzwiska.
“Dziką” odbieramy w pewnym stopniu osobiście, bo dobrze znamy spojrzenia i niektóre komentarze, jakimi obdarzane są Alicja i jej mama, a nawet babcia. Autorka nie przebiera w słowach i realistycznie oddaje światopogląd, zachowania społeczne i sposób komunikowania się niektórych Polaków. W książkach dla dzieci i młodzieży ludzie zazwyczaj są wypolerowani ze zwyczajności, bardzo dobrzy albo bardzo źli, wyrażają się i myślą tak, jak wypada w książkach, odwzorowują określone typy, realizują z góry założone postawy. W “Dzikiej” postacie są bardziej ludzkie, jak nasi sąsiedzi, znajomi, członkowie bliższej i dalszej rodziny, pracownicy sklepów na naszej ulicy. Czasem przeklinają, są pełni uprzedzeń, bywają permanentnie przygnębieni rzeczywistością i pozbawieni energii. Warto podsuwać nastolatkom książki, w których zobaczą prawdziwy świat, nieprzepuszczony przez filtry, nieobsługiwany przez aplikacje, nieskrócony i nieupiększony do postaci kolorowego teledysku lub galerii “dzióbków” na Instagramie.
Bożena Itoya
Małgorzata Karolina Piekarska, Dzika, zilustrowała Agnieszka Świętek, Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Źródło: http://cuda-cudanakiju.blogspot.com/2017/10/dzika.html